You are currently viewing WKURWIONA

WKURWIONA

Ogarnął mnie dzisiaj absolutny wkurw. Na co? Na wszystko kurwa!

Przeczytałam artykuł o pani, która w naszej Polsce dokonała aborcji. Sama, we własnym domu zażyła tabletki. Okazało się, że potrzebuje pomocy, po czym zadzwoniła do swojej lekarki, a ta wezwała pomoc, która to pomoc w formie policji i karetki pogotowia, skrzętnie poinformowanych o stanie zdrowia owej pacjentki i tego co doprowadziło do jej stanu. Ostatecznie pani pomoc otrzymała, pomoc w postaci zabrania jej do szpitala, ale także w postaci bonusu, zafundowanego przez nasze, skrzętnie wypełniające polecenia władzy, służby, bonusu którym była rewizja osobista i grzebanie w pochwie przez funkcjonariuszy.

Potem przypomniał mi się tekst Marii Peszek o tym, że w naszym kraju pali się tęczowe flagi tak jak kiedyś palono ludzi w stodole. Te słowa sprawiły kumulację mojego wkurwu, bo prawda właśnie taka jest a nie inna.

I te wszystkie nasze strajki o prawo do decydowania o naszej seksualności, o prawo do bycia takim jakim się jest.

I reklama mi się przypomniała tabletek na erekcję, które działają do dwudziestu czterech godzin, tabletek, po których konar płonie i dzięki którym może pan bezkarnie bzykać i wpuszczać swoje nasienie w kobiecą pochwę. Ale gdy przychodzi do wzięcia na bary skutków ubocznych tej, niezwykle celnie wymierzonej medycyny, to wtedy policja zajmie się kobietą i zatroszczy o to, aby urodziła, nawet jeśli martwy i chory płód to dadzą zasiłek, żeby mogła wychować ten oto dar od Ordo Iuris. Dar niby od Boga, który niezwykle pobłażliwym okiem patrzy na wszystkich księży, biskupów i cały ten episkopatyczny cyrk, wyjętych spod prawa facetów, którzy myśleli, że są w stanie skontrolować popęd seksualny, myśleli, że okiełznają naturę, facetów ze swoim wielkim ego, które definitywnie zabroniło im przyznać się do tego, że nie dali rady i że wyhodowali swoją chorobę psychiczną i dewiacje seksualne, krzywdząc niewinne dzieci nie mając odwagi wziąć odpowiedzialności za to co robią.

Pamiętam jak kilka dni temu z sąsiadką podczas porannej rozmowy przy śmietniku od kościoła płynnie przeszłyśmy do tematu zbyt krótkich bluzek, noszonych teraz latem przez „tą” młodzież i tego, że potem się dziwią, że gwałty. I znowu sobie pomyślałam, nosz kurwa mać, że udało się nam wmówić, że to nasza seksualność jest zła, że to my jesteśmy odpowiedzialne za męski popęd i to naszym zadaniem jest go kontrolować tak, aby nie był dla nas krzywdzący. Facet to przecież facet, on może ale ty kobieto bądź mądrzejsza i zachowuj się tak, żeby nie drażnić lwa. Ale w domu, po zrobionym rano śniadaniu, odrobionych z dzieckiem lekcjach, zrobionych w międzyczasie, między pieczeniem ciasta drożdżowego i kiszeniem ogórków, zbieranym o porannej rosie na wypielonym przydomowym ogródku, hybrydowych paznokciach, odrzuć seksownie włosy, wskocz w stringi i zatrzęś swoim tyłkiem w, rozbudzającym zmysły, gorącym tańcu.

A potem jeszcze w głowie otworzyła się szufladka z „Be a Lady They Said” Cynthii Nixoni wszystkie te migawki, zdjęcia, zakazy, nakazy, ciągłe oczekiwania, wymagania i to, że mężczyźni wolą tak albo nie lubią tego.

I próbowałam sobie to jakoś wyjaśnić, ze może mam gorszy dzień albo jakoś tak się złożyło, taki zbieg okoliczności może, gdy córka wróciła z płaczem, mówiąc, że jej koleżanka wszystko robi od niej lepiej i w ogóle wszyscy są lepsi niż ona i ogólnie jest do dupy. Wkroczyłam więc na ścieżkę próby opanowania sytuacji i wyrzucenie z siebie potoku słów, mających za zadanie udowodnić jej, że wcale taka beznadziejna nie jest i że nie warto się porównywać do innych i w zamian dobrze jest spojrzeć na siebie z wczoraj i docenić to jaki postęp się zrobiło, porównać siebie do siebie a nie do kogoś.

– Tak, taka mądra jesteś? To po co są oceny w szkole? – wykrzyczała mi w twarz.

– No, żeby wiedzieć w czym jest się dobrym a nad czym jeszcze można popracować – odpowiedziałam, jakbym kurwa sama w to wierzyła. – Ja pierdolę – pomyślałam. – Jak ja mam ją uczyć życia i uzasadniać, próbować nadać logikę tym wszystkim popapranym zasadom, normom, tej popieprzonej otaczającej mnie rzeczywistości? Przecież ja sama siebie okłamuję i próbuje nadawać sens kwestiom absolutnie bezsensownym a potem wkładam to do głowy mojemu dziecku. Boże, ile prościej byłoby powiedzieć, że żyjemy w popierdolonym kraju i tak już jest i nie da się tego zmienić, a ja moja droga córko nie mam tyle odwagi, żeby spakować walizkę i stąd wyjechać. A inny kawałek tej prawdy jest taki, że wszędzie jest jakoś pewnie nie tak, niewygodnie i trochę chujowo, choć może w niektórych krajach jednak trochę mniej chujowo. Nie wiem, może jak będziesz już duża to sama poszukasz, sprawdzisz i będziesz miała odwagę, aby żyć tam gdzie wybierzesz – kontynuowałam rozmowę w swoich myślach.

– No akurat! Wcale nie wiesz! To ja ci powiem – wywaliła z siebie podniesionym głosem, na który nie miałam tym razem żadnego prawa się nie zgodzić, bo to był głos tak samo wkurwiony jak ja, tak samo krzyczący i bezradny, tak samo pełen bólu i goryczy z braku poczucia posiadania jakiegokolwiek wpływu. – Oceny w szkole są po to, żeby upokarzać dzieci!

Chciałam coś odpowiedzieć, ale zbrakło mi słów. Tego nie dało się skomentować, nie dało się nic powiedzieć, nie dało się nic…

A potem ktoś w mediach społecznościowych, jakiś mężczyzna, gratulował nam kobietom siły. Gratulował nam tego, że taką mamy wielką moc i odwagę do tego, aby o tym wszystkim mówić, aby to dźwigać, aby walczyć o swoje.

I myślę sobie, kurwa jego mać! Dlaczego my mamy się z tym wszystkim szarpać. Dlaczego mamy walczyć o to, aby być traktowanymi jak ludzie. Dlaczego ktoś w tym popieprzonym świecie wziął sobie za cel upierdolić życie nasze i naszych dzieci. Dlaczego?

I ja osobiście, nie chcę żeby ktoś mi gratulował, nie chcę być w czyichś oczach silna, heroiczna, walcząca, nie chcę. Chcę już spokoju. Chcę pokoju i spokoju. Chcę złożyć broń i żyć bez walki. Chcę odpocząć.

Dodaj komentarz