– Chyba jestem wysoko wrażliwy wiesz? Odkrywam ten kawałek siebie. Zawsze tak trochę myślałem, że tak jest ale nie bardzo wiedziałem co z tym zrobić – powiedział siedząc naprzeciwko mnie i popijając powoli kawę, w której szukał akceptacji dla swoich słów, dla siebie, dla tego z czym się właśnie odkrył. A ja słuchałam i patrzyłam, byłam i bardzo się cieszyłam, że to właśnie mi zaufał i że to w moje uszy wpuścił swoje osobiste słowa. – Chciałbym u ciebie zamówić obraz. Chciałbym, żeby jego hasłem przewodnim była walka dobra ze złem, coś w szarościach, czerniach, wiesz takie klimaty. Chciałbym też, żeby był duży i taki trochę podłużny – kontynuował.
Dopiliśmy kawę i powoli zaczęliśmy się rozstawać. Zatrzymał się jeszcze na chwilę w korytarzu, już w kurtce i w butach popatrzył na mnie i zapytał:
– Właściwie to co jest na twoich obrazach? Co one przedstawiają?
– No właśnie, co na nich jest? Wiesz, chyba dla każdego jest coś innego, a dla mnie to twoje pytanie jest odpowiedzią, jest potwierdzeniem, że one są ważne, że skoro ktoś pyta o to co na nich jest to zatrzymuje się na chwilę, przygląda się, patrzy, wącha farbę i zastanawia się o czym to dla niego jest. I mi osobiście właśnie o to zatrzymanie chodzi, o tę chwilę sam na sam z obrazem, o to aby zapytać siebie co tam jest.
– Dziękuję. Tak właśnie coś czułem, że to po to jest sztuka.
Wyszedł, zamykając za sobą drzwi a ja tego dnia zamówiłam płótno dla jego walki dobra ze złem. Po kilku dniach kurier przyniósł podobrazie, odpakowałam i postawiłam na sztaludze białą przestrzeń, zaczęłam szukać obrazu, szukać obrazu nad którym mój zleceniodawca będzie mógł się zatrzymać, szukać czegoś co sobą do mnie wtedy przyniósł, nazywając to walką dobra ze złem.
A potem malowałam, kolor za kolorem jakbym widziała dokładnie co takiego z jego wnętrza domaga się zobaczenia, co ciśnie się na świat, co musi zostać pokazane. Skończyłam w jesienne popołudnie szepcząc sama do siebie „koniec”.
– Koniec. Tylko, że to nie jest to, o co on mnie poprosił. To nie jest walka dobra ze złem. Co to właściwie jest? Co za obraz ten człowiek mi przyniósł. Nie wiem – z tą niewiedzą postanowiłam poczekać na tytuł, taki który sam przypłynie, taki co do którego nie będę miała wątpliwości.
Wczoraj wieczorem, dłońmi drżącymi z obawy przed tym, że mu się nie spodoba, że to nie to o czym rozmawialiśmy, wysłałam zdjęcia i napisałam, że obraz jest gotowy, że dzisiaj się dopełnił i otrzymał swoje imię.
– Dzisiaj wiem co w tobie zobaczyłam drogi przyjacielu. Zobaczyłam, i kto wie, może jako pierwsza zobaczyłam PRZEBUDZENIE WRAŻLIWOŚCI, zobaczyłam abyś ty mógł się zatrzymać, zatrzymać na sobie i jeszcze bardziej niż ja zobaczyć.




