You are currently viewing RZEKA

RZEKA

Ciało napięte pęcznieje coraz bardziej niczym nadmuchiwany balon.
W głowie wirują myśli nie znajdując nigdzie nawet szpary by uciec.
Coraz ciaśniej, coraz szybciej, coraz bardziej.
Zaraz nie wytrzymam.
Ale ciało nie puszcza.
Łzy nie płyną.
Usta zaciśnięte nie puszczają pary.
Nie tańczę.
Nie piszę.
Nie maluję.
Nie śpiewam.
Nie idę do ludzi.
Nie idę do lasu.
Nie wytrzymam.
Rzeka, rzeka, rzeka.
Muszę nad rzekę.
Siadam na najdalej wysuniętej w toń ostrodze.
Wlepiam oczy w nurt.
Czekam.
Zaczynam słyszeć.
Śpiew ptaków.
Zaczynam widzieć.
Czarny łebek bobra wystaje z wody.
Wiatr delikatnie szpera w suchych wiechciach przybrzeżnych traw.
Woda obmywa ziemię, wgryzającą się w nurt.
Bez słowa omija kłody.
Płynie cierpliwie pokonując przeznaczone jej kilometry.
Trzyma się ram koryta.
Przypływa i odpływa nie zatrzymując się ani na moment.
Rzeka płynie.
A mgła troszczy się, by nie było wszystkiego za wiele.
Ciało rozluźnia się.
Robi się miejsce na oddech.
Łzy płyną.
Przepływają niewypowiedziane słowa.
Niewykrzyczany krzyk odchodzi wraz z nurtem.
Nienapisane, nienamalowane, niespotkane, nienazwane, nieprzeżyte.
Wszystko na co czasu było nie dość, by puścić, wypuścić, pozwolić odejść.
Teraz jest czas, teraz jest rzeka, ja jestem teraz.
I ptaki są, i bobry, trawa, wiatr i drzewa, ziemia, niebo, wschód i zachód.
Jest to co przychodzi, by mogło odejść.
Przepływa przeze mnie moje istnienie, przepływa woda życia.
Jestem wodą, jestem życiem.
Płynę w korycie mojego ciała.
Znowu jest miejsce.
We mnie.
Na życie.
Życie.
Płynie.
Rzeka.
Życia.
Płynie.

Dodaj komentarz