You are currently viewing POUKŁADANIE

POUKŁADANIE

Co jakiś czas na mojej drodze życia pod stopami pojawiają się puzzle. Ot tak idę sobie na spacer i widzę puzzle. Czasem w deszczu albo śniegu, czasem w promieniach słońcach, jeszcze innym razem przysypane piaskiem, przykryte błotem albo zalane kałużą. Podnoszę je, oglądam, czyszczę, przecieram dłonią i chowam w kieszeni, by potem w domu położyć je na stole i długo na nie patrzeć z pytaniem o to, co się właśnie we mnie układa. A potem chowam je do mojego srebrnego pojemnika na skarby i znaleziska.

Dzisiaj jednak życie poszło na całego – rzuciło mi pod nogi ponad dwadzieścia różnych kawałków. Rozłożyłam je na podłodze. Spróbowałam posegregować, bo niektóre wyraźnie były z jednej układanki. Podzieliłam na trzy kupki: w jednej dwa puzzle żółte ze Złomkiem i Zygzakiem McQueenem, w drugiej ponad dwadzieścia puzzli a na nich jakaś bajka taka nowoczesna z industrialnymi elementami, a na trzeciej jeden puzzel maleńki o abstrakcyjnych wzorach.

– I co to ma niby znaczyć? – pomyślałam. – Co ja mam z tym wszystkim zrobić?

– Zatańcz, nie pozostaje nic innego jak zatańczyć.

Włączyłam muzykę i zaczekałam chwilę, aż ruch sam się we mnie pojawi. Po chwili zbliyłam się do najliczniejszej grupy – ruch trudny, szarpany, chaotyczny, tak dużo tego, tak dużo, za dużo – to moja praca dla biznesu, mój czas w fabrykach, moje minione dwadzieścia lat. Potem dwa puzzle – stopy stają każda na swoim a ciało delikatnie buja się miedzy jednym a drugim, spokojnie, płynnie, zwalniam, dobrze mi a ciało się rozluźnia – to dotyk i taniec. I ten pojedynczy, staję nad nim, łzy płyną po policzkach, puszcza całe napięcie – książki, to moje książki.

Sprawdzam jeszcze kilkakrotnie czy to pierwsze wrażenie, czy to co z ciała to prawda, przechodzę pomiędzy zbiorami puzzli, pozwalam by ruch mnie prowadził. Nie ma wątpliwości. Nie ma wątpliwości. Ruch za każdym razem potwierdza, że tak jest i już.

Chcę zabrać ze sobą, wziąć je, być bliżej dwóch puzzli z autami i tym jednym, przedstawiającym nie wiadomo co. Przytulam je do serca, kładę się razem z nimi na podłodze, muzyka gra, łzy płyną, ciało robi się luźne i miękkie.

– A co z tymi pozostałymi? – pojawia się pytanie.

– Wyrzucić!

Wstaję i podchodzę do nich. Zbieram je i układam jeden na drugim i czuję, że nie chcę ich wyrzucać, chcę je poukładać, uhonorować, oddać im cześć i odłożyć do wspomnień. Sięgam po zielonozłoty sznurek, obwiązuję je dokładnie aby się nie rozsypały i zwieńczam paczuszkę kokardką. Stawiam je przed sobą na stole i patrzę – jednak nie chcę ich odkładać, nie chcę o nich zapominać.

A może wystarczyło je poukładać, ale nie tak jak zwykle układa się puzzle, nie tak aby powstał konkretny obraz, nie tak jak mówi instrukcja, nie tak jak zawsze, ale po mojemu, po swojemu, tak aby mi to poukładanie pasowało.

Dodaj komentarz